wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 3

Po kłótni Luna ani razu nie pojawiła się w naszym domu. W szkole normalnie ze sobą rozmawiałyśmy. Nic się nie zmieniło. Ludzie jak zwykle mnie unikali, nie zwracali na mnie uwagi- dzień jak co dzień. Luna... ona... Czułam, że przestaje się mną interesować. Zastanawiałam się czy to po kłótni z Bryanem, czy z innego, nie znanego mi powodu. Przyjaciółka coraz więcej czasu spędzała z Dinem i swoimi nowymi "przyjaciółmi". Bolało mnie to. Patrzyłam jak śmieje się razem z nimi, widziałam jak dobrze się z nimi dogaduje, nie to co- teraz- ze mną. Patrzenie na nią z innymi przyjaciółmi było czymś okropnym. Jestem ponoć zimną suką, a jednak z moich oczu często płyną łzy.
Tego okropnego dnia jak zawsze poszłam do szkoły. Chodziłam sama, z Luną spotkałam się dopiero na miejscu. Przechodząc przez park zauważyłam przyjaciółkę, która zbliżała się do mnie powolnym krokiem. Kiedy była bliżej, na jej twarzy dostrzegam zmartwienie, zakłopotanie. Przez krótki czas zastanawiałam się, co mogło się stać. Czy Din z nią zerwał? Pokłócili się? Mój zapał został niebawem ostudzony.
     - Laura, musimy porozmawiać- powiedziała i usiadła na ławce.
     - Co się stało? Coś z Dinem?- dotknęłam delikatnie jej ramienia.
     - Nie, nie, z nim wszystko w porządku. Chodzi... chodzi o nas. O ciebie i o mnie.- Wskazała palcem na mnie i na siebie. Na początku nie rozumiałam o co chodzi. U NAS raczej nie było problemów, aż takich ogromnych. Jakieś tam były...
To dziwne.
     - Słucham- powiedziałam dość ostro, chociaż nie chciałam żeby to tak zabrzmiało.
     - My... my... nie możemy się już przyjaźnić.
Moje źrenice się powiększyły. Nie wiedziałam czy krzyczeć czy płakać. Ta informacja mnie zaszokowała.
     - Co?! Czemu?!- zaczęłam gestykulować rękami.
     - Bo... nie pasujesz już do mnie. Nie pasujemy do siebie. Musimy to skończyć. To nie ma sensu.
     - Jak... jak to? Dlaczego mi to robisz?! Czemu?! Co ja ci takiego zrobiłam?! Przyjaźnimy się już tyle lat! Byłyśmy jak siostry! A ty tak po prostu mówisz, że nie pasujemy do sobie?! Nie! On ci kazał! Din! Świetnie! Teraz możesz wszystko im powiedzieć! Wszystkie tajemnice!- Wszystkie te słowa mówiłam na jednym tchu. Byłam taka zdenerwowana, że mogłam na miejscu kogoś zabić. Dosłownie.
     - Twoje tajemnice będą bezpieczne, nie masz się co bać...
     - Jak mogę ci teraz zaufać, co?!- Z moich oczu poleciały łzy.
     - Laura...
     - Nie mów do mnie.- Wstałam z ławki.- Nienawidzę cię! Rozumiesz?! Odwal się ode mnie! Zostaw w spokoju! Nie znaczysz już dla mnie nic! Nic! Jesteś zerem!
Rzuciłam na nią ostatnie złowrogie spojrzenie, a potem odeszłam. Usłyszałam za sobą tylko ciche "Przepraszam". Niech się udławi tym żałosnym przepraszam, pomyślałam. Aby uniknąć płaczu w widocznym miejscu, poszłam tam gdzie kiedyś trafiłam zupełnie przez przypadek. Chciałam sobie wszytko przemyśleć i wybrałam właśnie to miejsce. Między budynkami w mieście są uliczki. Znalazłam tam kącik na starych schodach, prowadzących do starego, opuszczonego budynku. Było tam brudno i pełno śmieci. Nie przejmowałam się tym. Nikogo tam nie było, to liczyło się dla mnie najbardziej.
Kiedy doszłam dałam upust łzom. Płakałam i płakałam. Co jakiś czas chowałam twarz w dłoniach. Moje serce rozpadło się na milion kawałków. Czułam się opuszczona i niepotrzebna. Wiedziałam, że wyglądam paskudnie, PIEPRZYĆ WYGLĄD! Wszystko na mnie spadło. Wszystkie te koszmarne dni, które musiałam przeżywać. Ten płacz w szkolnej łazience, w domu. Wszystko powróciło z większą siłą. Przez głowę przeleciały mi przezwiska wysyłane do mnie… Upokarzające sceny, przez które musiałam przebrnąć sama. Miałam ochotę krzyczeć, rozwalić coś. Wcale nie chce się nad sobą użalać. To po prostu boli. Wspomnienia wracają, a ja wciąż nie mogę o nich zapomnieć.
Spojrzałam przed siebie. Ujrzałam, dosłownie kilka kroków dalej męską sylwetkę. Widziałam za mgłą, przez łzy. Przetarłam oczy ręką. Było lepiej. Przede mną stał chłopak o blond włosach. Miał na sobie biały podkoszulek, który okrywała skórzana, czarna kurtka. Jego długie nogi okrywały jeansy, a  czarne trampki były trochę zniszczone.
     - Przepraszam... Coś się stało? Mogę jakoś pomóc? - podszedł do mnie bliżej i przykucnął.
     - Nie... nie trzeba- Ponownie przetarłam oczy.- Nie zaprzątaj sobie mną głowy. Możesz iść...
Zachichotał. O co mu chodziło?! Kolejny koleś, który chce się trochę nade mną poznęcać?!
     - Co cię tak bawi?- spytałam spoglądając na niego.
Śmieszek powalony...
     - Ty. Masz wszędzie tusz do rzęs. Ale dodaje ci to uroku.
O. To miłe... Ale to nie znaczy, że nie chce mi sprawić przykrości… w najbliższym czasie. Już kilka razy zawiodłam się na ludziach, a Luna jest tego dobrym przykładem. Ugh… Sama nie wiem czemu, ale poprawił mi tym humor. Jego uśmiech miał w sobie coś takiego... nawet nie wiem jak to opisać. Oczywiście, tyle, że on wyglądał świetnie, a ja jak potwór. A może on faktycznie chciał się ze mnie pośmiać? Nie znałam go przecież. Był dla mnie obcą, dość słodką, osobą. To wszystko.
     - Flirtujesz ze mną?
     - Tak sądzisz?- Znowu ten uśmiech.
     - Nie znamy się zbyt dobrze- odparłam wpatrując się w moje trampki.

     - Możemy to zmienić.- Wstał i usiadł obok mnie.- To jak? Mogę znać przyczynę smutku mojej nowej koleżanki? 

****

Hej Wam!
Jest tu jeszcze ktoś?? Bo pod ostatnim rozdziałem był tylko jeden komentarz :/ Co trochę mnie martwi, bo nie wiem czy pisać dalej...
No cóż, jeśli nie będzie chociaż kilku komentarzy to nie będzie sensu tego dalej ciągnąć.
Także proszę o więcej komentarzy :) Jeśli się podoba to możecie polecić komuś mojego bloga ((: Bardzo mi zależy na czytelnikach :))
No i mamy tego tajemniczego chłopaka :D
PAMIĘTAJ!
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ 
:)
Do następnego :**
Kocham tego gifa <3 *o*
Rossiu <3333



sobota, 25 lipca 2015

Rozdział 2

Weszłyśmy do domu pewnym krokiem. Może... ja trochę mniej.
     - Hej, Brynku- przywitała się słodko Luna.
Bryan siedział w kuchni przed laptopem i widać było, że czegoś szuka i pochłonięty jest swoją pracą.
Mój brat na co dzień pracował w sklepie muzycznym. To jest jedna z rzeczy, których w nim kocham. Pracuję tam gdzie ja bym chciała mieszkać! To miejsce to taki mój mały świat. Pracuje tam już kilka lat. Od tamtego czasu prawie codziennie tam z nim chodzę. Często mu pomagam, ale i oglądam instrumenty. Bryan powiedział, że kiedyś na pewno go zastąpię. Był to sklep jego przyjaciela, Krisa, dlatego też nie miał żadnych przeszkód aby zapytać czy mogę go zastąpić. Byłoby to dla mnie takim oderwaniem się od rzeczywistości. Już nie mogę się doczekać kiedy będę mogła tam przebywać całymi dniami.
     - Nie- powiedział stanowczo.
Znał Lunę bardzo dobrze, wiedział, że jak czegoś chce to mówi w taki sposób. To była bardzo przewidywalna osóbka.
     - Oj Brynku, nawet nie wiesz o co chodzi.
Popatrzyła na mnie przestraszonym wzrokiem, a ja tylko wzruszyłam ramionami i usiadłam na krześle obok brata.
     - O imprezę, tak? Laura nie może iść. To poważny powód.
     - Tak? A niby jaki?- powiedziała dość ostro.
Mój brat nie lubił kiedy ktoś tak do niego mówi. Robił się wtedy rozdrażniony i podenerwowany. Kiedyś popełniłam ten błąd i żałowałam. Luna w tamtym momencie była w tarapatach.
Awantura gwarantowana.
     - Młoda damo- spojrzał na nią.- Nie powinnaś mówić takim tonem do starszych. Laura nie może i koniec. Jeszcze coś się stanie i będą kłopoty. Jeśli chcecie to może u ciebie nocować, cokolwiek, ale wypadu na imprezę przed osiemnastką nie dopuszczę.
     - Ale...
     - Nie! Koniec tematu...
     - Bo co? Bo boisz się, że spotka ją to samo co ciebie?!- wybuchła.
No, to teraz Luna nie będzie miała u mnie wstępu, pomyślałam.
Po co ona zawsze pakuje się w kłopoty?
     - Wyjdź!- wstał i wskazał drzwi.
     - Ależ proszę bardzo!
Wstała, rzuciła torbami i wybiegła z domu. Takiej awantury nigdy u nas nie było. Luna posunęła się za daleko, trafiła w jego czuły punkt. Kiedy Bryan miał siedemnaście lat (czyli tyle co ja teraz) poszedł na imprezę. Mnie zostawił u jego najlepszego kumpla, który nie mógł iść, bo złamał nogę. Wraz z kolegami pożyczył od ojca właśnie tego kolegi czarne, nowe BMW. Na imprezie trochę zaszaleli. Pili alkohol i te sprawy. Podrywali dziewczyny, zresztą jak na każdej imprezie. Potem po pijaku wsiedli do auta, Bryan prowadził. Nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji. Dojeżdżali do domu- cudem to się stało. Wjechali na podwórko i wylądowali w basenie. Auto oczywiście nie nadawało się do niczego. Bryan musiał płacić sporo pieniędzy. Na szczęście Vanessa była tak dobra i dała tyle aby starczyło na kupno nowego. Przyglądałam się tej całej sytuacji. Miałam dopiero osiem lat i bardzo się przestraszyłam kiedy to zobaczyłam. Zaczęłam płakać i wołać. Usłyszał mnie kolega i zaraz zobaczył co się stało. Potem Bryan dowiedział się, że wszystko widziałam. Nie chciał, żeby to tak wyglądało. Nie chciał, żebym to zobaczyła. Myślał, że zawiodłam się na nim. Wcale tak nie było. Za przeprosiny kupił mi nowy fortepian, który mam do dziś. Potem śmialiśmy się z całej tej sytuacji. Po jakimś czasie okazało się, że po drodze potrącili jakąś kobietę. Właśnie to tak boli Bryana. Nie pomogli jej i cudem nie złożyła skargi, ale musieli płacić kolejne pieniądze. To był trudny okres dla niego.
     - Bryan...- zaczęłam i wyciągnęłam rękę do niego.
Brat przeczesał ręką włosy i westchnął głęboko.
     - Przepraszam za Lunę. Nie wiem co w nią wstąpiło.- Przeniosłam na niego wzrok.
     - Nie musisz przepraszać...- przerwał.
Dłuższą chwilę milczeliśmy, wpatrując się w siebie. Twarz mojego brata, ani drgnęła. Pozostawał na niej tylko delikatny uśmiech. Kiedyś w szkole słyszałam, że dziewczynom z mojej klasy bardzo podoba się jego uśmiech, a nawet twierdzą, że jest seksowny i pociągający. Nie wiem gdzie go widziały, ale... to dziwne. Nigdy nie patrzyłam na niego w taki sposób. A teraz jakby się nad tym zastanowić to... nie jest zły. Lecz jako jego siostra stwierdzam, że... fuj! Nie, nie, nie! Mój brat? Seksowny?! Prędzej puszcze pawia.
     - Laura? Jesteś na mnie zła?
     - Niby o co? Luna zasłużyła. Nie powinna... Sam dobrze o tym wiesz- uśmiechnęłam się promiennie i położyłam dłoń na jego ręce.
      - Wcześniej taka nie była. Co się z nią stało?- zmarszczył brwi.
      - Sama się zastanawiam. To chyba przez Dina. Teraz często się z nim spotyka- na mojej twarzy można było ujrzeć zmartwienie.
Bałam się, że... przestanie być moją przyjaciółką. Że ode mnie odejdzie. Zostawi. Będzie się śmiać i kpić ze mnie. To było by okropne, paskudne, złe. Ale jestem twarda. Nie należę do dziewczyn, które wszystkiego się boją. A przynajmniej tak mogłoby się zdawać. Bo to co się stało tydzień później złamało mi serce. Zniszczyło mnie...
****

Cześć, Wam!
Oto drugi rozdział! Specjalnie dla Was :D Na szczęście mam napisanych więcej rozdziałów, więc nie będzie problemu z ich dodawaniem. Chyba, że nikt się nie znajdzie do czytania.
Dlatego zachęcam Was do komentowania :) Naprawdę mi na tym zależy. Chyba nie ma nic cenniejszego dla blogera niż komentarze i oczywiście czytelnicy, bo bez tych dwóch rzeczy to prowadzenie bloga nie miało by sensu.
Mam nadzieję, że to co tutaj stworzyłam Wam się spodoba :)
Już niedługo pojawi się nasz Blondasek <3 hihi ^^
Także zapraszam Was do komentowania, booo
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!!
:))))))))
Do napisania :***

PS: Oczywiście gif musi być ;P


Auslly <3

czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 1


Minął dokładnie rok od śmierci moich rodziców. Zginęli w wypadku samochodowym, kiedy jechali do mnie i mojego brata z Niemiec. Moi rodzicie zostawili mnie, kiedy byłam niemowlakiem. Nie widziałam ich, ani nie słyszałam ich głosu. Tak naprawdę nic o nich nie wiedziałam. Tak samo jak oni o mnie. Gdy dowiedziałam się o ich śmierci, jakoś nie byłam tym specjalnie zrozpaczona. Nie, to że jestem jakąś zimną suką. Nie. Po prostu, jak mam płakać za kimś kto mnie nie wychowywał, ani nie opiekował się mną? Wraz z moim bratem pojechaliśmy na pobliski cmentarz, a tam odbyła się ceremonia. Było dużo ludzi - moi rodzice byli dość popularni w naszej okolicy, oczywiście zanim wyjechali. Niektóre osoby szlochały, a innym pojedyncze łzy spływały po policzku, ale większość ludzi stała z grobowymi minami i wpatrywała się w trumnę, tak jak między innymi ja.
Jestem dość niską, szczupłą brunetką o kręconych włosach i brązowych włosach. Mój ubiór nie jest wyzywający. Nie maluje się zbyt mocno, ale kiedy mój makijaż jest widoczny. Moją pasją jest muzyka i pisanie piosenek. Kocham to robić, bo kiedy dotykam fortepianu odpływam i liczy się tylko muzyka. Piszę i komponuję od kiedy miałam pięć lat. Muzyką zaraził mnie mój brat. Jako piętnastolatek grał w kapeli wraz ze swoimi kolegami. Często zabierał mnie na próby, dlatego, że nie miał mnie z kim zostawić. Teraz Bryan ma dwadzieścia siedem lat, mimo tego wieku wciąż zachowuje się jak piętnastolatek i za to go kocham. Bardzo się z nim zżyłam i gdyby przyszedł taki czas, w którym miałabym się z nim rozstać, niechętnie bym to zrobiła. Oprócz jego mam też dwudziestopięcioletnią siostrę, Vanessę. Nie utrzymuje z nią kontaktu, ponieważ jako dziewięciolatka wyjechała do Londynu. Mieszka tam razem z babcią, która zajęła się jej karierą. Tak, moja siostra jest sławna. Gra w serialu „Switched At Birth" oraz innych, których nazw nie pamiętam. Cóż o mnie dużo mówić? Nie jestem w szkole specjalnie lubiana. Dlaczego? Myślę, że nikt nie chciałby ze mną zadzierać. Wyśmiewają mnie i są dla mnie nie mili. Jest taka jedna, Stella. Żałosna. Myśli, że jest księżniczką i jest najważniejsza w szkole. Uczepiła się mnie jak rzep psiego ogona. Za każdym razem kiedy chce coś powiedzieć, stawiam się jej i czuje, że się boi. Zawsze mnie to śmieszy.
Mam tylko jedną przyjaciółkę, Lunę. Znamy się od przedszkola. Zawsze powierzałyśmy sobie swoje tajemnice. Jesteśmy jak siostry. Spędzamy ze sobą dużo czasu. Chodzimy razem do sklepu, do parku, do wesołego miasteczka, wszędzie!
Nigdy nie miałam chłopaka. Nikt mnie nie chciał. A ja się nie narzucałam. Na razie nie myślałam o tym, aby mieć drugą połówkę. Miałam czas. Przecież to dopiero siedemnaście lat. Chłopak, którego będę kochać zjawi się prędzej czy później. 
    - Laura, obudź się- krzyknęła mi do ucha Luna. Pokazała się w nowej fryzurze. Zawsze miała gęste, kręcone włosy, a tym razem była w wyprostowanych.
     - Au. Przecież nie śpię- burknęłam.- Zmieniłaś uczesanie- zauważyłam.
     - Tak, jest! Jak się podoba?- okręciła się wokół własnej osi uśmiechając się i pokazując rząd swoich białych zębów.
     - Wyglądasz genialnie. Rób tak zawsze, a chłopaki nie będą mogli się oprzeć- zachichotałam.
     - Przypominam ci, że mam już chłopaka. Cudownego chłopaka...- przerwałam jej.
     - Stop! Wiem, że jest super, ale dołujesz mnie tym, że opowiadasz o nim w cudowny sposób a ja nie mam o kim opowiadać- powiedziałam żartobliwie. 
Luna w przeciwieństwie do mnie miała chłopaka. Aktualnie była w związku z Dinem. Był to wysportowany brunet o jasno niebieskich oczach. Grał w drużynie koszykówki. Jak to możliwe, że niepopularna dziewczyna zdobyła jego serce? Otóż na którymś meczu Luna została zauważona przez Dina. Na początku nie wiedział kim jest, nie miał zielonego pojęcia, że Luna jest nielubiana, ale kiedy się dowiedział nie zniechęciło go to do niej. Zakochali się w sobie i... są razem. Ich związek trwa pół roku. Nie byłam ani nie jestem wcale zazdrosna o to, że moja przyjaciółka znalazła sobie chłopaka. Na mnie też w końcu przyjdzie kolej. Nie spieszę się.
     - Gdzieś tam, niedaleko jest twoja miłość. Ale jeśli będziesz się ukrywać to nigdy go nie znajdziesz! Kobieto, wkładaj seksowną, czerwoną sukienkę, czarne szpileczki i na dyskotekę, won!- potrząsnęła moimi ramionami.
     - Ta? Dzięki. Nie mam ani czerwonej seksownej sukienki, ani czarnych szpileczek- potrząsnęłam przecząco głową.
     - To do sklepu idziemy!- Pociągnęła mnie w stronę wyjściowych drzwi.
     - Są lekcje.
Byłyśmy w szkole, został tylko miesiąc do wakacji. Praktycznie się nie uczyliśmy, ale trzeba było chodzić do szkoły choćby po to, żeby zabić czas, spotkać się ze znajomymi albo swoim chłopakiem... Ja chodzę dla pierwszej opcji, a Luna dla drugiej i ostatniej. Od kiedy chodzi z Dinem zyskała większą popularność. Nikt jej już nie wyśmiewa, bo wszyscy wiedzą, że teraz chodzi z członkiem drużyny koszykarskiej. Ja wiele przez to nie zyskałam. Może tylko to, że już TAK CZĘSTO mi nie dokuczają. Tyle...
     - Oj tam, oj tam. Nic się nie stanie jak znikniemy na resztę lekcji. Większość ludzi nawet tu nie przychodzi. Nic nie stracimy- próbowała mnie przekonać. Nie udało jej się. Zwyczajnie nie ma do tego podejścia. Nie zna się na mnie tak dobrze jak ja na niej. To jest ogromnym plusem.
     - Ja stracę wiele. Będę siedzieć przez resztę wakacji w domu i leżeć na łóżku zamiast wyrywać jakieś słodkie ciacha.
Podeszłam ją. Kochałam to robić! 
     - O! Wiesz ty co? Masz racje. Po lekcji będzie bezpieczniej- momentalnie zawróciła i o mało nie uderzyłam w szafkę.
To będzie dzień pełen wrażeń, pomyślałam.
~ ~ ~
Po lekcjach udałyśmy się prosto do galerii. Luna nie odpuściłaby mi. Jeszcze przed wyjściem zadzwoniłam do Bryana, że trochę się spóźnię. Mój brat był naprawdę super. Zawsze z nim mogłam się świetnie bawić. Był surowy, ale rozumiałam go. Zawsze powtarzał, że jestem dla niego jak córka. Wiedziałam i czułam, że mnie kocha. Jedynym minusem było to, że był okropnie nadopiekuńczy. Nie pozwalał mi chodzić na imprezy (i tym razem też tak będzie) i musiałam mu mówić wszystko, gdzie idę, z kim, po co, kiedy wrócę, gdzie będę. To drażniące, ale wiem, że robi to ze względu na to, że mnie kocha.
Wraz z moją ucieszoną przyjaciółką weszłyśmy do pierwszego sklepu. Powitały nas tam półki i szafy z ciuchami. Ubrania były różnego koloru. Podkoszulki, swetry, jeansy, legginsy, sukienki. Najbardziej interesowało nas to ostatnie. Podeszłyśmy do kasy gdzie stała czarnoskóra ekspedientka. Z jej twarzy można było wyczytać, że ma dość pracy i niezdecydowanych klientów. W sumie nie dziwię jej się, gdybym miała od rana do wieczora słuchać narzekania tych ludzi, zwariowałabym, „To za duże", „To za ciasne". Ileż można?!
     - W czym mogę pomóc?- zapytała wymuszając uśmiech.
     - Szukamy seksownej, czerwonej sukienki- zaczęła Luna.
     - Zaraz się coś znajdzie.
Kobieta wyszła zza lady i podeszła do jednego z regałów. Podążyłyśmy jej tropem.
Od ponad godziny przymierzałam masę czerwonych sukienek. Żadna nie podobała się Lunie, za to mi tak naprawdę na tym nie zależało, dlatego pozwoliłam jej działać. Chociaż nie, była taka jedna śliczna (czerwona oczywiście) sukienka, która sięgała podłogi, a na dekolcie, gdzieś tak do połowy brzucha była pokryta cekinami. Kiedy ją zobaczyłam pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to: Muszę ją mieć! Mówiłam Lunie, że chcę ją kupić, ale ta tylko pokiwała przecząco głową. To była naprawdę trudna kobieta.
W końcu udało nam się znaleźć coś z czego przyjaciółka byłaby zadowolona.
     - Bierzemy ją!- wydała triumfalny okrzyk i podążyła do kasy. Dopiero wtedy zorientowałam się. Że nie mam pieniędzy.
     - Luna, nie kupimy tej sukienki.
     - Ależ tak- powiedziała.
     - Nie wzięłam kasy- jęknęłam.
     - Ja funduje- odpowiedziała zadowolona.
     - Co?- zdziwiłam się. Pierwszy raz chciała mi coś kupić. Tak bezinteresownie. Zawsze czegoś chciała. Przeważnie miałam jej coś za to kupić, pójść gdzieś, załatwić coś. Ogólnie- zawsze o coś chodziło.
     - Jeśli mam się przyczynić do tego, że w końcu będziesz mieć chłopaka to z chęcią zapłacę- podniosła dumnie głowę, po czym zaczęła przeszukiwać swoją torebkę.
     - Przeszkadza ci to, że nie mam drugiej połówki?- warknęłam.
Denerwowało mnie takie coś. Ludzie zawsze wymagali ode mnie. Nawet chłopaka muszę mieć, żeby zadowolić moją przyjaciółkę. Kiedyś taka nie była. Specjalnie nie przeszkadzało jej to, że żaden chłopak nie zawrócił mi w głowie. Teraz to się zmieniło. Bardzo mnie to martwiło.
     - Nie, ale...- nie dokończyła. Zawsze się tak działo, kiedy nie miała co odpowiedzieć. Śmieszyło mnie to, a jednocześnie denerwowało.
     - Nawet nie wiesz co powiedzieć-prychnęłam i odwróciłam się na pięcie.
Poszłam w stronę wystawy aby ostatni raz spojrzeć na tą piękną sukienkę. Przyglądałam się tak jej, aż przyszła przyjaciółka.
     - Nie złość się. Mam dla ciebie prezent- wręczyła mi jedną z toreb.
Z niezadowoloną miną otworzyłam ją. W środku ujrzałam suknię, którą chciałam. Na mojej twarzy od razu zagościł szeroki uśmiech.
      -Podoba się?- zapytała uśmiechając się. Czułam w jej głosie niepewność.
     - Pewnie!- zachichotałam i spojrzałam na nią.- Dziękuje, jesteś kochana- przytuliłam ją, a ona odwzajemniła uścisk.
     - Idziemy. Musimy się wystroić- pisnęła, co jak zwykle źle oddziaływało na moje uszy.
     - Mhm- mruknęłam. Nie chciałam jej mówić, że Bryan nie puści mnie na imprezę. Wolałam aby mój brat sam jej to powiedział. Z drugiej strony cieszyłam się, że nie będę musiała nigdzie iść. Nie lubię imprez. Wolę zostać w domu i w spokoju przeczytać książkę.
****

Hej :))
Napisany rozdział! :D
I jak? Podoba Wam się? Piszcie :)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Muszę wiedzieć czy jest ktoś kto czyta :))
Bo jeśli nikt się nie znajdzie to... chyba nie będzie sensu dalej prowadzić tego bloga...
Dobrze, to do napisania :)
Laura :)))

Prolog (A jednak jest!)

Na wstępie chcę powiedzieć, że jednak zdołałam napisać ten prolog... Nie jest najlepszy... No i siedziałam nad nim, ale JEST! Mam nadzieję, że Wam się spodoba :)

To historia o zwykłej dziewczynie, która pragnęła spełnić swoje marzenie. Wystąpić na scenie i pokazać ludziom, którzy w nią wątpili i wyśmiewali, że tak naprawdę jest wartościową osobą. Jest to dziewczyna pełna energii, lubi być zadziorna, ale w głębi duszy jest nieśmiała i kiedy się śmieje tak naprawdę chciałaby płakać. Nikt nigdy jej nie poznał bliżej, nie pozwolił pokazać jaka naprawdę jest, że pod tą twardą z pozoru dziewczyną kryje się smutny człowiek. Wszyscy oceniają ją po ubiorze, dość mocnym makijażu. Nie poznali jej wnętrza, a mówią o niej nieprzyjemne rzeczy. To właśnie dlatego taka jest. Chce pokazać, że jest twarda i niczym się nie przejmuje. Jednak to i tak nie pomaga. Czasami chciałaby zapomnieć. Zasnąć i obudzić się w lepszym świecie, bez ludzi, którzy ranią.
Po drodze do sukcesu spotka chłopaka. Zwykły blondyn. Niektórzy by powiedzieli, że nie ma w nim nic nadzwyczajnego. Ale ona w nim widzi jedyne pocieszenie. On jedyny ją rozumie. Wie, że życie nie jest łatwe i na każdym kroku stoją przeszkody. On chce jej pomóc. Sprawić, żeby poczuła się potrzebna i kochana.
Chłopak o czymś nie wie… Co to może być? Pewnego wieczoru zauważa, że jest smutna, przygnębiona, przestraszona. Próbuje, lecz ona go odpycha, twierdząc, że wszystko jest w porządku. Nie daje za wygraną, czuje, że coś jest nie tak. Co to może być?... Pomoże, ale czy to wystarczy? Czy gdzieś nie zrobi błędu?...
~~~~~~~

Mamy to!
Jejku... Może nada się to na prolog? Jak myślicie? Już niedługo pierwszy rozdział! Jej!Przepraszam za ewentualne błędy.
Chyba nie mam już nic do powiedzenia :)
Do następnego ;)

Lau ^^


środa, 22 lipca 2015

Nowa na Bloggerze :)


Witajcie!

To jest mój pierwszy blog i liczę się z tym, że będzie beznadziejny.
Nic jeszcze nie opublikowałam i trochę się tego obawiam.
Ale nic. Założyłam tego bloga chyba po to, żeby dzielić się z Wami tym co robię na co dzień :)
Już niedługo pojawi się pierwszy rozdział (prologu nie będzie, bo ilekroć próbowałam go napisać to za każdym razem nic nie wychodziło). Także Musicie się pogodzić z brakiem prologu.
Mam nadzieję, że to co niedługo tutaj zamieszczę spodoba Wam się i będziecie komentować, bo przecież KOMENTARZ TO MOTYWACJA DO PRACY! :D
Jejku... Nie wiem czemu się tym tak stresuje...
Czekajcie na rozdział :)
SeLa 1134

PS: Dla Was foto Laury i Rossa