Po kłótni
Luna ani razu nie pojawiła się w naszym domu. W szkole normalnie ze sobą
rozmawiałyśmy. Nic się nie zmieniło. Ludzie jak zwykle mnie unikali, nie
zwracali na mnie uwagi- dzień jak co dzień. Luna... ona... Czułam, że przestaje
się mną interesować. Zastanawiałam się czy to po kłótni z Bryanem, czy z
innego, nie znanego mi powodu. Przyjaciółka coraz więcej czasu spędzała z Dinem
i swoimi nowymi "przyjaciółmi". Bolało mnie to. Patrzyłam jak śmieje
się razem z nimi, widziałam jak dobrze się z nimi dogaduje, nie to co- teraz-
ze mną. Patrzenie na nią z innymi przyjaciółmi było czymś okropnym. Jestem
ponoć zimną suką, a jednak z moich oczu często płyną łzy.
Tego
okropnego dnia jak zawsze poszłam do szkoły. Chodziłam sama, z Luną spotkałam się
dopiero na miejscu. Przechodząc przez park zauważyłam przyjaciółkę, która
zbliżała się do mnie powolnym krokiem. Kiedy była bliżej, na jej twarzy
dostrzegam zmartwienie, zakłopotanie. Przez krótki czas zastanawiałam się, co
mogło się stać. Czy Din z nią zerwał? Pokłócili się? Mój zapał został niebawem
ostudzony.
- Laura,
musimy porozmawiać- powiedziała i usiadła na ławce.
- Co się
stało? Coś z Dinem?- dotknęłam delikatnie jej ramienia.
- Nie, nie,
z nim wszystko w porządku. Chodzi... chodzi o nas. O ciebie i o mnie.- Wskazała
palcem na mnie i na siebie. Na początku nie rozumiałam o co chodzi. U NAS
raczej nie było problemów, aż takich ogromnych. Jakieś tam były...
To dziwne.
- Słucham-
powiedziałam dość ostro, chociaż nie chciałam żeby to tak zabrzmiało.
- My...
my... nie możemy się już przyjaźnić.
Moje źrenice
się powiększyły. Nie wiedziałam czy krzyczeć czy płakać. Ta informacja mnie
zaszokowała.
- Co?!
Czemu?!- zaczęłam gestykulować rękami.
- Bo... nie
pasujesz już do mnie. Nie pasujemy do siebie. Musimy to skończyć. To nie ma
sensu.
- Jak... jak
to? Dlaczego mi to robisz?! Czemu?! Co ja ci takiego zrobiłam?! Przyjaźnimy się
już tyle lat! Byłyśmy jak siostry! A ty tak po prostu mówisz, że nie pasujemy do
sobie?! Nie! On ci kazał! Din! Świetnie! Teraz możesz wszystko im powiedzieć!
Wszystkie tajemnice!- Wszystkie te słowa mówiłam na jednym tchu. Byłam taka
zdenerwowana, że mogłam na miejscu kogoś zabić. Dosłownie.
- Twoje
tajemnice będą bezpieczne, nie masz się co bać...
- Jak mogę
ci teraz zaufać, co?!- Z moich oczu poleciały łzy.
- Laura...
- Nie mów do
mnie.- Wstałam z ławki.- Nienawidzę cię! Rozumiesz?! Odwal się ode mnie! Zostaw
w spokoju! Nie znaczysz już dla mnie nic! Nic! Jesteś zerem!
Rzuciłam na
nią ostatnie złowrogie spojrzenie, a potem odeszłam. Usłyszałam za sobą tylko
ciche "Przepraszam". Niech się udławi tym żałosnym przepraszam,
pomyślałam. Aby uniknąć płaczu w widocznym miejscu, poszłam tam gdzie kiedyś
trafiłam zupełnie przez przypadek. Chciałam sobie wszytko przemyśleć i wybrałam
właśnie to miejsce. Między budynkami w mieście są uliczki. Znalazłam tam kącik
na starych schodach, prowadzących do starego, opuszczonego budynku. Było tam
brudno i pełno śmieci. Nie przejmowałam się tym. Nikogo tam nie było, to
liczyło się dla mnie najbardziej.
Kiedy
doszłam dałam upust łzom. Płakałam i płakałam. Co jakiś czas chowałam twarz w
dłoniach. Moje serce rozpadło się na milion kawałków. Czułam się opuszczona i
niepotrzebna. Wiedziałam, że wyglądam paskudnie, PIEPRZYĆ WYGLĄD! Wszystko na
mnie spadło. Wszystkie te koszmarne dni, które musiałam przeżywać. Ten płacz w
szkolnej łazience, w domu. Wszystko powróciło z większą siłą. Przez głowę
przeleciały mi przezwiska wysyłane do mnie… Upokarzające sceny, przez które
musiałam przebrnąć sama. Miałam ochotę krzyczeć, rozwalić coś. Wcale nie chce
się nad sobą użalać. To po prostu boli. Wspomnienia wracają, a ja wciąż nie
mogę o nich zapomnieć.
Spojrzałam
przed siebie. Ujrzałam, dosłownie kilka kroków dalej męską sylwetkę. Widziałam
za mgłą, przez łzy. Przetarłam oczy ręką. Było lepiej. Przede mną stał chłopak
o blond włosach. Miał na sobie biały podkoszulek, który okrywała skórzana,
czarna kurtka. Jego długie nogi okrywały jeansy, a czarne trampki były trochę zniszczone.
-
Przepraszam... Coś się stało? Mogę jakoś pomóc? - podszedł do mnie bliżej i
przykucnął.
- Nie... nie
trzeba- Ponownie przetarłam oczy.- Nie zaprzątaj sobie mną głowy. Możesz iść...
Zachichotał.
O co mu chodziło?! Kolejny koleś, który chce się trochę nade mną poznęcać?!
- Co cię tak
bawi?- spytałam spoglądając na niego.
Śmieszek powalony...
- Ty. Masz
wszędzie tusz do rzęs. Ale dodaje ci to uroku.
O. To
miłe... Ale to nie znaczy, że nie chce mi sprawić przykrości… w najbliższym
czasie. Już kilka razy zawiodłam się na ludziach, a Luna jest tego dobrym
przykładem. Ugh… Sama nie wiem czemu, ale poprawił mi tym humor. Jego uśmiech
miał w sobie coś takiego... nawet nie wiem jak to opisać. Oczywiście, tyle, że
on wyglądał świetnie, a ja jak potwór. A może on faktycznie chciał się ze mnie
pośmiać? Nie znałam go przecież. Był dla mnie obcą, dość słodką, osobą. To
wszystko.
- Flirtujesz
ze mną?
- Tak
sądzisz?- Znowu ten uśmiech.
- Nie znamy
się zbyt dobrze- odparłam wpatrując się w moje trampki.
- Możemy to
zmienić.- Wstał i usiadł obok mnie.- To jak? Mogę znać przyczynę smutku mojej
nowej koleżanki?
****
Hej Wam!
Jest tu jeszcze ktoś?? Bo pod ostatnim rozdziałem był tylko jeden komentarz :/ Co trochę mnie martwi, bo nie wiem czy pisać dalej...
No cóż, jeśli nie będzie chociaż kilku komentarzy to nie będzie sensu tego dalej ciągnąć.
Także proszę o więcej komentarzy :) Jeśli się podoba to możecie polecić komuś mojego bloga ((: Bardzo mi zależy na czytelnikach :))
No i mamy tego tajemniczego chłopaka :D
PAMIĘTAJ!
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
:)
Do następnego :**
Jest tu jeszcze ktoś?? Bo pod ostatnim rozdziałem był tylko jeden komentarz :/ Co trochę mnie martwi, bo nie wiem czy pisać dalej...
No cóż, jeśli nie będzie chociaż kilku komentarzy to nie będzie sensu tego dalej ciągnąć.
Także proszę o więcej komentarzy :) Jeśli się podoba to możecie polecić komuś mojego bloga ((: Bardzo mi zależy na czytelnikach :))
No i mamy tego tajemniczego chłopaka :D
PAMIĘTAJ!
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
:)
Do następnego :**
![]() |
| Kocham tego gifa <3 *o* Rossiu <3333 |




